Gminna podstawówka

Gminna podstawówka

No i poszło, kolejny post!… chyba z półtora roku temu po prawie miesięcznym wakacyjnym relaksie, wyskoczyła jak filip z konopi pewna szkoła – nazwijmy ją „Gminna podstawówka”. Nie było się co zastanawiać, szybka decyzja – jedziemy? Taaaak! Minęły dwa dni i jedziemy, pobudka wcześnie już o 4:30 bo droga długa – szkoła była gdzieś tam na południu, a od nas droga tam długa 😉

Jedziemy i jedziemy – autostrada nudna jak zawsze. Po drodze standardowo kawka, hot-dogi na Orlenie – swoją drogą cały czas czekam, aż odezwą się z ofertą jakiegoś sponsoringu 😉 Dobra ale nie o to tu chodzi, wracając do sedna – zjechaliśmy już z główniejszych dróg i nagle drogowskazy, na tak przez wszystkich wychwalane i słynne na całą urbexową Polskę…. Szczekociny! – nuda 😉

Uwaga, w końcu dojechaliśmy!

I faktycznie jest szkoła, wejście w sumie na lajcie przez okienko w jednej z klas. Dużego bałaganu nie było, wszystko na swoim miejscu ławki, rzutnik czy pianino. Moją uwagę przykuły te maluteńkie ławki i krzesełka identyko identyczne jak w mojej podstawówce, ach te czasy gdy w Polsce wszystko było takie samo lub bardzo do siebie podobne. Poruszając się po samej szkole okazała się ona nie tak duża, z tego co pamiętam były trzy sale godne uwagi: fizyczna (z kącikiem muzycznym 😛 ), chemiczna i ostatnia chyba najciekawsza kinowa (hahahhaa) tak ją nazwę – można było włączyć nawet projekcję swoich slajdów 🙂 W środku w sumie siedzieliśmy chyba z trzy godziny, ale nie ma co – WARTO BYŁO! Poniżej kilka zdjęć dzięki którym możecie przekonać się czy było tak jak piszę 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

comments